Czy można umrzeć na refluks?
Ludzie

Czy można umrzeć na refluks?

Mam 31 lat, za dwa dni minie rocznica moich poważniejszych problemów zdrowotnych. Do 30 roku życia, byłem zdrowy jak ryba, czasami mniejsze problemy nerwicowe, jakieś kołatania serca. Wszystko zaczęło się w lipcu, tamtego roku, po balandze w klubie z kolegą, było lekkie pijaństwo, nie powiem, ale do domu wróciliśmy o własnych siłach. Oprócz kaca dostałem dosyć dokuczliwej zgagi. Zrobiłem to co wszyscy – Ranigast. Czekałem tydzień, dwa. Leki polecane przez aptekarkę na obniżenie kwasowości, spowodowały bardzo mocne zaparcie.

Krok pierwszy – Ranigast

W końcu wybrałem się do specjalisty od wszystkiego i niczego, czyli lekarza rodzinnego. Pani doktor stwierdziła, że to niegroźny refluks i przepisała mocniejsze leki. A ja co zjadłem, miałem nieustannie w gardle, takie cofki i pieczenie. Zainwestowałem w gastrologa, bo terminy półroczne, który ponaciskał przez chwilę mój brzuch i powiedział, że to może nadwrażliwość błony śluzowej i przepisał No-Spa i oczywiście Ranigast. Wszystko trwało 15 minut, nawet na badania mnie nie skierował, myślałem, że szlag mnie trafi.

Ale było tydzień spokoju a potem gehenna, pieczenie promieniowało aż pod łopatki na plecach, żyć mi się odechciało. Koledzy imprezowali a ja siedziałem i kisiłem się w domu. Paweł zwrócił mi uwagę, że może leki naturalne, ale machnąłem ręką ze złością. Próbowałem diety i przewaliłem tony pastylek, płynów i do ssania.

Krok drugi, bóle w stawach i duszności

Dziewczyna początkowo wkurzyła się na to moje siedzenie i rozdrażnienie, w dodatku dołożyły się bóle w stawach, duszności i dokuczliwy ból głowy, ucisk za uszami. Rodzinny przepisał mi Berodual na odwal się, na duszności.

Wreszcie zrobiłem wszystkie badania; krew, usg serca, pasożyty, ekg, spirometria, prześwietlenie płuc. W wymazie z gardła wyszła jakaś  bakteria, podobno bez znaczenia. Ktoś mi przyniósł skręta z marihuaną, bo podobno leczy. Skończyło się to nieciekawie, myślałem, że serce mi wyskoczy. Lekarz doładował mi Polprazol i Famogast, a także Sulpiryd na uspokojenie, ponieważ jelita całkowicie się zbuntowały, rozwolnienie, skurcze brzucha, zaparcia, nie wiem, czy po tych lekach, bo prawie nic nie jadłem. No wrak człowieka.

Zioła

Dorotka powiedziała żebym sobie dał spokój z tym wszystkim i przeszedł na zioła. Nie miałem nic do stracenia, zacząłem stosować; Raphacholin, Sylimarol i Cynarex, rozpieranie brzucha się zmniejszyło. Ktoś mi powiedział, że to zespół jelita drażliwego, że tego, tamtego nie wolno, załamałem się. Do szpitala się nie nadawałem, do życia też nie. Zgagi, przelewania, skurcze, zawroty głowy. Zrobiłem gastroskopię i kolonoskopię, mama mi pomogła trochę finansowo, bo znowu wielomiesięczne terminy. Oczywiście nic nie wyszło groźnego, a gastrolog stwierdził, że to chyba nerwica.

Finał

Moja dziewczyna, rozpytała wśród znajomych, którzy zasugerowali, że to może wydzielanie enzymów, podrażnienie od leków i rozwalona flora bakteryjna. I poszliśmy tym tropem. Kupiła mi w internecie pałeczki kwasu mlekowego Probiobalance, zestaw enzymów w Digestive Enzymes i olejek oregano Oregano Oil. Był jeszcze Ac Zymes i Meal Time ale tego nie wzięła bo podobne. Miało to wyregulować trawienie.

Nie wolno palić, pić alkoholu, kawy. Rodzice, jak u nich bywamy też gotują wtedy specjalnie bez przypraw, nie smażone, pije też herbatki ziołowe. Z wolna zacząłem dochodzić do siebie, wzdęcia i burczenie w brzuchu ustały, trochę się uspokoiłem, ale lęk jakiś pozostał. Mam jednak nadzieję, że wszystko się skończy. Gdyby nie rodzina i moja ukochana, to nie wiem, co by mnie czekało. A nasłuchałem się różnych opowieści o skrętach kiszek, operacjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *